Nadchodzi… (cdn.)

– Może zrobię sobie przerwę w pracy? – zastanawiam się patrząc na niedokończony rysunek miśka, który uśmiecha się do mnie z ekranu monitora. Odkładam piórko od tabletu, przeciągam się i wstaję. Jestem zadowolona, rysunek zaczyna nabierać dobrych proporcji. Idę do kuchni. Jeden krok, drugi, trzeci… – Aaaaa! – słyszę swój własny krzyk. Czaszkę przeszył mi niesamowity ból. Trzy, może cztery sekundy uderzenia, którego nie można ani…Continue reading Nadchodzi… (cdn.)

38. dzień

Walczę o swoje prawdziwe życie. Wierzę, że w końcu musi nadejść taki dzień, kiedy nie będę cierpieć. Boli mnie dzisiaj. Bardzo mocno. Prawdopodobnie dlatego właśnie piszę ten tekst… W obliczu bezsilności, pisanie, w jakiś sposób pomaga. Kiedy piszę, mówię o tym, o czym staram się nie mówić do najbliższych. Nie chcę oglądać ich zmartwionych oczu, znieruchomiałej pozy, współczucia… Nie chcę czuć, że obarczam ich swoim ciężarem… Widzę to, kiedy…Continue reading 38. dzień

03:11

Trzecia w nocy. Dokładnie jedenaście minut po trzeciej… Obudziłam się. Twarz mnie pali. Chce mi się wyć. Drapię skórę na nodze, żeby receptory w mózgu odpowiedzialne za odbieranie uczucia bólu zajęły się innym punktem niż moja głowa. Drapię tak mocno, że na skórze pojawia się krew. Pomimo tego ból nie mija… Łzy ciekną po mojej twarzy. Każda z nich wypala mi jak ogień policzek. Nie umiem jednak zatamować płaczu… Jest we mnie zbyt wiele bezsilności……Continue reading 03:11

25. dzień

Dzisiaj jest dwudziesty piąty dzień bólu. Nieustannie boli mnie głowa. Bez żadnej chwili przerwy. Ból jest bardzo silny albo nie-do-wytrzymania. Taki kiedy myślę, że nie dam rady żyć już ani chwili dłużej. Od kilkudziesięciu długich dni ból stał się nieodłączną częścią każdego mojego dnia. Obiecywałam sobie, że spróbuję zażyć leczniczą marihuanę (Sativex), która czeka na mnie w lodówce. Potrzebuje dwóch tygodni wolnego… To czas w którym podobno organizm przystosowuje…Continue reading 25. dzień

Nieproszony Gość

Ból przychodzi i odchodzi niespodziewanie, jak Nieproszony Gość. Nigdy nie wiem, kiedy mam się go spodziewać, nigdy nie wiem, kiedy pojawi się w „moich drzwiach”. Otwieram mu, ale wbrew swojej woli i cały czas zastanawiam się jak przerwać naszą uciążliwą znajomość. Jednak mój Nieproszony Gość nie daje za wygraną. Lubi mnie, aż za bardzo. Są miesiące, w których odwiedza mnie częściej, są też takie, w których widujemy się sporadycznie, kilka razy w miesiącu. Kiedy przychodzi moje życie…Continue reading Nieproszony Gość

Szukam bezpiecznej przystani…

Od ostatniego wpisu minęły trudne trzy tygodnie. Ciężkie nie tylko ze względu na ból głowy… Życie wokół przysparza mi ostatnio mnóstwo kłopotów. Muszę podejmować decyzje, których nigdy nie chciałabym podejmować. Muszę godzić się na sytuacje, w których nigdy nie chciałabym się znaleźć. A jednak muszę, bo odpowiedzialność za inne osoby zmusza mnie do tego. Sytuacja życiowa bardzo wpływa na stan i poziom bólu. Żyjąc w ciągłym stresie i napięciu, żyję w ciągłym bólu z piorunami w tle. Myślę,…Continue reading Szukam bezpiecznej przystani…

Nowy Rok

Pierwszego dnia nowego roku obudziłam się z bólem głowy… Jednak zanim nadszedł ten dzień… Powitałam Nowy Rok leżąc na łóżku ze Zbyszkiem, pijąc wino i jedząc makowiec i orzeszki. Było zwyczajnie i bardzo przyjemnie. Tak sobie wtedy pomyślałam, że te zwyczajne chwile są najprzyjemniejsze, najlepsze, że to one budują nasze życie. I chciałam, żeby tamta noc trwała i trwała, i trwała… Ale czas płynie nieubłaganie. Nadszedł pierwszy dzień stycznia i ból. Magia związana…Continue reading Nowy Rok

Grypa.

Przez ostatnie dwa tygodnie walczę z prawdziwym wirusem grypy. Nigdy więcej nie określę zwyczajnego przeziębienia mianem grypy. Nigdy! Jedno z drugim nie ma nic wspólnego. Dopiero po ataku wirusa-mutanta na swój organizm poczułam na własnej skórze z czym to się wiąże… Najpierw przez osiem dni walczyłam z gorączką wahającą się między 39,5 a 41 stopni. A teraz leżę osłabiona tak potwornie, że nie mam siły sięgnąć po kubek z herbatą stojącą koło łóżka… Zgroza! Taki stan…Continue reading Grypa.

Nie ma mnie.

Ostatnio nie liczę dni bólu, tylko dni bez bólu, bo tych drugich jest mniej. Po lekkiej poprawie, w ciągu piątkowego popołudnia, wieczorem ból uderzył ze zdwojoną siłą. Wczoraj, przez cały dzień, nieruchomo i niemo leżałam na łóżku. Spałam. Leżałam. Znowu spałam. I znowu leżałam. Dzisiaj odczuwam poprawę o pięć, może dziesięć procent. O ciągłym bólu mówię, kiedy czuję mrowienie, pieczenie skóry (jakby ktoś przypalał ją na ruszcie), kłujące igły, drgania połowy…Continue reading Nie ma mnie.

Furia.

Wczoraj stało się coś dziwnego… Wyszłam na chwilę z domu. Było zimno. Wiał lekki wiatr. Nic mnie jednak nie bolało, nic nie strzelało… Kiedy wróciłam do domu nic nie czułam. Nagle, jak za dotknięciem magicznej różdżki, ból zaczął rozsadzać mi twarz . Rozprzestrzenił się w kilka sekund. Bolały zęby, oko, żuchwa… Płynęły łzy. Strzelały pioruny. Wszystkie objawy pojawiły się niespodziewanie. Zazwyczaj piorun atakował mnie nagle, natomiast ból nadchodził…Continue reading Furia.